Reserved bezprawnie wykorzystało na koszulce zdjęcie ściągnięte z internetu i sprawa raczej trafi do sądu. Gdyby firma korzystała z usług biura IP, taka sytuacja nie miałaby miejsca.

Dzięki swoim fanom na deviantART, młoda amerykańska pani fotograf Rockie Nolan dowiedziała się, że jej zdjęcia zostały wykorzystane w kolekcji Reserved, należącego do firmy LPP. Co zrozumiałe, zwróciła się do producenta z prośbą o wyjaśnienia. Ten w odpowiedzi napisał, że wykorzystanie jej prac odbyło się bez jego wiedzy i akceptacji, a winą obarczył nierzetelnego współpracownika.

Takie tłumaczenie jest nie do przyjęcia, nawet jeśli się uzna, że dzięki niemu spółka chce zminimalizować konsekwencje. LPP w pełni odpowiada za to naruszenie. I to zarząd jest winny, że nie dołożył należytej staranności w kwestii praw autorskich. Gdyby firma korzystała z usług biura IP, taka sytuacja nie miałaby miejsca. Jednostka ta nie tylko dba o wartości niematerialne i prawne spółki, ale również o to, by firma nie naruszała cudzych praw.

Niestety, w Polsce nie ma tradycji poszanowania praw autorskich, zwłaszcza cudzych. Polskie firmy nie uznają znaczenia wartości materialnych i prawnych, a jedynie największe z nich, dysponujące szerokim portfelem marek, mają własnych rzeczników patentowych, co i tak nie wystarcza. Jeśli nie ma tej świadomości, to nic dziwnego, że takie naruszenia się zdarzają.

Wprawdzie koszty utrzymania biura IP nie są małe, ale na pewno się zwracają. Dzięki jego działalności firma może uniknąć naruszeń, z którymi wiążą się koszty późniejszych procesów. Dodatkowo, zyskują na działalności takiej jednostki. To ona dba o najlepsze zarządzanie markami i całą własnością intelektualną w ten sposób, żeby przynosiły jak największe korzyści.

Jednak aspekt finansowy w tej sytuacji nie gra roli. LPP jest dużą firmą i na pewno stać ją na organizację takiej jednostki, a nawet jeśli chciałaby zminimalizować koszty związane z zarządzaniem własnością intelektualną, to może skorzystać z usług zewnętrznych. Eksperci podpowiedzieliby LPP jak zabezpieczać się przed oszustwem ze strony nierzetelnych współpracowników i uniknąć sytuacji, które negatywnie wpływają na wizerunek firmy.

Tak czy inaczej, oferowanie 150 dolarów za wykorzystanie jednego zdjęcia to bezczelność. Jeśli firma złamała prawo, to powinna zachować się godnie i wypłacić pani Nolan godne zadośćuczynienie. Za 150 dolarów na pewno nie kupi się reputacji.

Jarosław Filipek