Chińczycy są znani głównie z naruszania praw ochrony własności intelektualnej, ale, jak się okazuje, potrafią też bronić własnych IP. Na własnej skórze przekonuje się o tym Apple, który ma problemy z wprowadzeniem iPad-a do Państwa Środka.

Na drodze amerykańskiego iPad-a do Chin stoi firma Proview z Shenzhen. W jaki sposób? Od 2000 r. jest ona właścicielem znaku towarowego iPad. W ubiegłym roku sprzedała Apple’owi prawa do znaku, ale jak się okazało… na Tajwanie, pozostawiając je sobie w przypadku Chin kontynentalnych.

Kolejną przeszkodę stanowi firma Great Loong Brother, która produkuje tablet do złudzenia podobny do iPad-a. I co więcej, w przypadku wprowadzenia tego amerykańskiego chce pozwać Apple do sądu.

Amerykanie mogą albo próbować podważać prawo Proview do znaku (jeśli nie produkowało pod nim przez 3 lata – według chińskiego prawa) lub kupić go. Podobno firma z Shenzhen ma spore długi, a to mogłoby ich skłonić do większej ugodowości. Ale w tym momencie na arenę wkracza Great Loong Brother, które również chce kupić prawa do znaku. Ewentualnie, wejść w spółkę i produkować iPad-a. 100-procentowo chińskiego. I być może, w 100 proc. zgodnie z prawem.

W tym wszystkim dziwi zachowanie Apple. Firma jest wyjątkowo mocno przywiązana do ochrony własności intelektualnej i jakoś trudno sobie wyobrazić, żeby przy wybieraniu nazwy dla tabletu nie wzięła pod uwagę, że nie będzie mogła go sprzedawać w Chinach. Jakby nie patrzeć, to dość ważny rynek. A może prawne due diligence było źle przeprowadzone?
Póki co – humor poprawia fakt, że jednak nie zawsze duży może wszystko.

Tomasz Sikorski