Firmy dążą do budowania jak najlepszego wizerunku w Internecie. Jednak tak jak w biznesie tradycyjnym, tak i w internecie kwitnie nieuczciwa konkurencja. Jedną z jej form jest typosquatting. To proceder oszukiwania internautów, polegająca na wykorzystaniu typowych błędów literowych, jakie popełniamy przy wpisywaniu adresów internetowych.

Typosquatting – co to jest?

Generalnie chodzi o rejestrację domen z literówkami. Przykładem może być zarejestrowanie domen gogle.com lub gogole.com. Korzystając z pomyłek internautów, firmy oferują rozmaite produkty sprzedawane przez właściciela domeny z błędem. Przy wpisywaniu adresów popularnych stron ilości pomyłek to miliony. Typosquatting to nie to samo co cybersquatting. Nie chodzi o wyłudzanie zapłaty za domenę, ale wykorzystywanie popularności wielu domen i naszej niedoskonałości w pisaniu do celów nieuczciwego, bo opartego na cudzej reputacji i renomie, zarabiania.

Rodzaje typosquatting’u

Wyróżniamy cztery podstawowe techniki jakimi posługuje się typosquatting. Dla przykładu przyjrzyjmy się nazwy „example”.
• Typowy błąd ortograficzny lub zapis wyrazu w innym języku: exemple.com
• Zły zapis wynikający z błędnego wybrania litery na klawiaturze: xample.com or examlpe.com
• Użycie innej formy wyrazu: examples.com
• Inny typ lub poziom domeny: example.org

Typosquatting a perspektywa prawna

Typosquatting, może być traktowany jako nieuczciwa konkurencja. Jest wtedy traktowany przez sądy jako naruszenie znaku towarowego lub prawa do nazwy firmy. W 2010 roku do Sądu Polubownego Do Spraw Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji trafiło około 80 spraw. Duża część z nich dotyczyła planowo wprowadzanych błędnych nazw w domenach. Przykładem typosquatting’u był pozew biura podróży Neckermann. Domeny podobne do niemieckiej marki zarejestrowała firma z Warszawy. Wśród spornych domen znalazły się nekermann.pl, nekerman.pl oraz neckerman.pl. Wszystkie kierowały do Biura Podróży Ursynów, które z marką Neckermann nie miało nic wspólnego. Nieuczciwemu biuru podróży odebrano prawo do używania adresów internetowych i zobowiązano do zwrotu firmie Neckermann Polska sumy 2500 zł.

Proceder typosquatting’u w Polsce nie znika, dlatego że kary są niezbyt wysokie. Nieuczciwy przedsiębiorca co najwyżej traci prawo do korzystania ze spornej domeny. Jest też obarczany kosztami procesowymi, na poziomie kilku tysięcy złotych. To niewiele przy stratach jakie potrafi wyrządzić typosquatting.
Niezgodne z prawem nie jest sytuacja rejestracji strony z błędem, ale używanie jej w sposób który naraża renomę, reputacje i dobre imię marki oryginalnej. Niezgodne z prawem jest także uzyskiwanie korzyści materialnych podszywając się pod inną markę.

Typosquatting jako psucie reputacji

Jedną z bardziej znanych postaci typosquatting’u był Zuccarini. W konsekwencji swoich działań zasądzono mu 1,8 mln dol. grzywny oraz dwa i pół roku w więzieniu. Karę otrzymał za rejestrowanie wariantów adresów internetowych nazwiska i marki Britney Spears. Podszywał się także, pod znane postaci z kreskówek Disneya. Sprawy trafiły do Federalnej Komisji Handlu, bo literówki internautów przekierowywały między innymi na strony pornograficzne. Sam fakt, że ktoś ma domenę podobną, nie jest wystarczającym powodem do podjęcia kroków prawnych. Ważne jest, co się pod adresem dzieje.

Nietypowy typosquatting

Możemy spotkać się z inną formułą nieuczciwego działania w internecie. Wielu chciało by skorzystać bezpłatnie z wielkiej popularności serwisów społecznościowych. Takie postępowanie narusza między innymi interesy właścicieli marki Facebook. Od pewnego czasu Facebook stara się o pozyskanie domen, które w nazwie posiadają nazwę serwisu. Jest to wynikiem tego, że nazwa ta nie jest neologizmem, czyli jest nazwą „znaczącą”. Konsekwencją tego jest możliwość używania słów „face” i „book” na dobrą sprawę przez wszystkich. Tu typosquatting ma wielkie pole do popisu. Spółka, w ramach ochrony swojej marki, od dawna pozywa firmy, które są posiadaczami znaków i nazw, nawet w małym stopniu nawiązującymi do marki Facebook. Domeny ze słowem Facebook w nazwie, oferowane są także na sprzedaż, co bardzo irytuje prawników Facebooka.

Podobnie próbują chronić o swoje interesy koncerny Apple i Microsoft. Wykupiły większość domen, które nawiązywały do ich nazw lub wydawały powiązane z ich strategicznym rozwojem. Facebook kroczy tą samą drogą. Chce mieć jak najwięcej domen, które mają w nazwie Facebook. Z jednej strony ogranicza wykorzystywanie wysokiej świadomości marki przez inne firmy, z drugiej chroni swoją reputację. No bo jaki może mieć interes, aby istniała domena KillFacebook.com? Swoją drogą to już coś więcej niż typosquatting. Według raportu McAfee, po wprowadzeniu iPhone’a po kilku miesiącach od premiery urządzenia w sieci istniało kilka tysięcy adresów zawierających w nazwie słowo „iPhone”. Część z nich to strony fanów tej marki. Zdecydowanie większa to typosquatting.

Typosquatting inaczej

Czasami spory o domeny przybierają ciekawy obraz. Kanadyjski nastolatek Mike Rowe zarejestrował domenę składająca się z jego nazwiska i słowa soft. Powstała domena MikeRoweSoft.com. Czytana szybko brzmi niemal identycznie jak nazwa koncernu z Redmond, czyli Microsoftu. Chłopak pomimo nacisków nie chciał się zrzec praw do strony. Dzięki wsparciu tysięcy wirtualnych przyjaciół zdobył środki na spór sądowy. W efekcie poszedł na rękę koncernowi. Microsoft zrekompensował mu „stratę” domeny ufundowanym kursem programowania i subskrypcją serwisu Microsoft Developer Network. Dodatkowo dla całej rodziny wycieczka do Redmond oraz dla niego osobiście konsola do gier Xbox. To nie typosquatting ale humorystyczny przykład. W wypadku gdy domena zawierała imię i nazwisko właściciela, prawo prawdopodobnie stanęłoby po stronie Mike’a Rowe’a, ale nie warto kopać się z koniem.

Typosquatting i inne formy nieuczciwego działania są wynikiem stopniowego przenoszenia się binzesu do internetu. I niestety, o nasze interesy musimy dbać sami, śledząc i wyszukując nieuczciwych konkurentów. Podstawa ochrony zawsze będzie dobrze zaprojektowana nazwa. Dobrze, czyli nie populistyczna nazwa generyczna, ale słowo o pełnej ochronie prawnej, przebadanych znaczeniach i skojarzeniach w innych językach, wykupiona domena identyczna z nazwą marketingową firmy. Bycie pro aktywnym w wypadku ochrony swoich interesów bardziej popłaca niż długotrwałe spory sądowe. Szczególnie gdy typosquatting jest dla naszych sędziów zjawiskiem dość egzotycznym.