Gwiazdy sportu zarabiają nie tylko dzięki wygranym zawodom, ale również wykorzystując swój wizerunek. Ale nie wszystkim udaje się przenieść sukces z jednej sfery do drugiej. Agnieszka Radwańska, najlepsza polska rakieta, w biznesie zupełnie sobie nie radzi.

W świecie kobiecego tenisa jest kilka modelowych przykładów sportowych bizneswoman. Serena Williams zarobiła dotychczas 60 mln dolarów, z czego 24 mln na korcie. Reszta to kontrakty reklamowe. Tenisistka wypuściła na rynek również linię ubrań i dodatków, które idą całkiem nieźle – w ciągu pierwszych trzech godzin sprzedano ich 25 tys. sztuk. Na reklamach dorabia również Maria Szarapowa (20 mln dolarów), a Ana Ivanovic okazjonalnie występuje dodatkowo jako modelka. Wszystkie te panie świadomie kreują swój wizerunek, to praktycznie norma.

Agnieszka Radwańska jest wyjątkiem. Jako jedyna z pierwszej dziesiątki WTA nie ma kontraktu z wielką firmą, która reklamowałaby się na jej strojach. A to wszystko dzięki ojcu, który jest jednocześnie trenerem i managerem. Kontraktów reklamowych nie podpisuje, bo nie chce się dzielić z pośrednikami. Coż, to osobliwe myślenie: lepiej nie zarobić nic, niż się podzielić… Agnieszka nie ma wizerunku, bo nie współpracuje z ekspertami, którzy mogliby pomóc jej wykreować. Kilka lat temu jej wartość reklamową szacowano na 3 mln złotych, ale jak się okazuje, nawet to jest zbyt wiele. Nie wystarczy dobrze grać, trzeba też umieć zarabiać. Ale do tego potrzebna jest umiejętność i chęć współpracowania z fachowcami.

Polscy sportowcy narzekają, że nie zarabiają tak wiele. To może zrozumiałe w przypadku tych, którzy mają kiepskie wyniki. Ale trudno pojąć, dlaczego gwiazdy nie wykorzystują swojej pozycji w sporcie po to, żeby lepiej zarabiać.

Jarosław Filipek