Tylko co trzeci Polak kiedykolwiek zrezygnował z kupowania produktów określonej marki lub pochodzenia ze względów ideologicznych – wynika z sondażu Gemiusa przeprowadzonego dla „Newsweeka”. Nie interesujemy się warunkami, w których wytwarzane są produkty, oraz szkodami wyrządzanymi środowisku. Niewielu z polskich konsumentów wie, w jaki sposób chiński kapitalizm wykorzystuje patriarchalny system kontrolujący pracę i życie robotników.  Ilu z nas poruszył wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, który zapoczątkował katastrofę ekologiczną?

Pod tym względem różnimy się od Amerykanów bojkotujących produkty koncernu BP po eksplozji jego platformy wiertniczej, oraz naszych zachodnich sąsiadów, którzy mają nie tylko większą wiedzę na temat światowych organizacji i instytucji, lecz także nie boją się interweniować w przypadku łamania przez nich praw.

Wystarczy wskazać przykład Greenpeace’u, najsłynniejszego lobbysty na rzecz bojkotu paliwowych gigantów. Firmie Shell zakazał on składowania substancji toksycznych i zatapiania nieużytecznych platform wiertniczych na Morzu Północnym. W rezultacie koncern musiał podporządkować się przepisom nakazującym utylizację platform na lądzie.

Z kolei organizacja Baby Milk Action sprzeciwiła się działalności Nestlé w Wielkiej Brytanii. Wypomniała firmie, że na opakowaniach mleka w proszku „zapomina” umieścić informacji, że substytut mleka nie może zastąpić pokarmu matki.

W Polsce bojkot koncernów nigdy nie osiągnął masowej skali i zapewne nigdy nie osiągnie. Dla polskich klientów liczy się przede wszystkim cena. Nieważne jest, w jakich warunkach powstawał produkt oraz czy zanieczyszczenia emitowane w procesach produkcyjnych nie zdegradowały środowiska naturalnego. Ponadto, jeśli nawet pojawiają się pojedyncze sygnały sprzeciwu, to i tak nie mogą zaszkodzić „zakotwiczonej” marce. Być może światełkiem w tunelu byłoby tworzenie zrzeszeń konsumenckich z konkretną inicjatywą do działania na rzecz dobra wspólnego, przemyślaną strategią i jasno określonym celem. Ostatecznie zawsze można wyrazić swoją niechęć do danej marki, nie kupując jej produktów. W końcu to też skok na jej wartość.

Jarosław Filipek