Santander wygrał wyścig po BZ WBK, czwarty co do wielkości bank w Polsce. 70 proc. akcji przejął za 3,1 mld euro i dzięki tej transakcji hiszpański potentat może stać się liderem także na naszym rynku.

Celem transakcji było umożliwienie Santanderowi rozwinięcia skrzydeł. Hiszpanie widocznie dobrze zbadali rynek i uznali, że interesuje ich tylko pozycja numer 1, a takie możliwości daje BZ WBK. To duży bank, który jest bardzo dobrze zarządzany, o czym najlepiej świadczą jego wyniki finansowe. Ale dla szefów Santander, którzy kupują przede wszystkim rynek, chyba ważne było również to, że łatwo będzie rebrandować BZ WBK.

Zamiana marki jest kwestią czasu, bo oba banki za bardzo różnią się wizerunkowo, aby pozostawić je rozdzielone. Santander jest w Polsce neutralny, wręcz nijaki, a to lider w skali całego kontynentu. BZ WBK ma ogólnie pozytywny wizerunek, zawdzięcza go głównie kampaniom reklamowym i dobrym wynikom finansowym, ale niestety jest zbudowany na kiepskich podstawach. Chodzi tu przede wszystkim o ograniczającą nazwę powstałą z nazw banków (Banku Zachodniego i Wielkopolskiego Banku Kredytowego), które łącząc się stworzyły BZ WBK. W żaden sposób nie można powiedzieć, że BZ WBK ma na tyle silny wizerunek, aby nie warto go było poprawić.

Atak na pozycje lidera wymaga odpowiedniego pozycjonowania i wylansowania nowej marki. Santander po zakupie BZ WBK ma wszystkie niezbędne środki i kompetencje do osiągnięcia tego celu.

Jarosław Filipek