Sex.com, jeden z najbardziej rozchwytywanych adresów internetowych, w końcu znalazł nabywcę. Dzięki tej transakcji domena stała się najdroższą w historii.

13 mln dolarów – podobno tyle zapłacił Clover Holdings Ltd. W walce o domenę brało udział kilkanaście firm, ale dotychczasowy właściciel wybrał w wyborze kierował się wysokością oferty.

I od razu pojawiły się pytania – czy cena jest zbyt niska, czy zbyt wysoka? Z jednej strony można myśleć, że adres jest jej wart. W końcu sex to jedno z najczęściej wyszukiwanych słów w internecie. W efekcie, strona będąca tylko reklamową zawieszką generowała dziennie ponad 5 mln odsłon. To na plus. Z drugiej strony, sprzedający ją Escom LLC to spółka w upadłości, więc na gwałt potrzebuje pieniędzy. Poza tym, sprzedaż domeny to serial ciągnący się od dłuższego czasu i wcześniej można było uzyskać za nią wyższą cenę.

I w końcu dochodzimy do prawidłowości dotyczącej wszystkich elementów własności intelektualnej. Ich wartość nie wynika wyłącznie z dochodów, które generowały w przeszłości (na czym opiera się standardowa wycena), ale również na potencjale na przyszłość – a ten adres bezsprzecznie go ma. Domena nie była rozwijana, nie budowano w oparciu o nią marki, co odbijało się w jej malejącej cenie. Ale można to przecież zrobić.

Sex.com nie musi być zwyczajną „różową” stroną, jakich pewnie mnóstwo w internecie. Może stać się marką wytwórni filmowej, firmy produkującej gadżety czy mającej inne, dotychczas niewykreowane oferty z obszaru „okołoseksualnego”. I w ten sposób, jej cena na pewno mogłaby być wyższa.

Ciekawa jest jeszcze sprawa nowego właściciela. Clover Holdings Ltd, jak wyśledził serwis The Register, jest podobno zarejestrowana na karaibskiej wyspie Saint Vincent a adres mailowy ma na serwerze-widmo. Jednak w przypadku tej branży, pochodzenie właściciela nie ma tak dużego znaczenia.

Tomasz Sikorski