Eurozet uruchomiło nowy serwis z legalną muzyką. Użytkownicy będą mogli nie tylko pobierać legalnie utwory, ale i słuchać ich na stronie. Nowy rynek dla firmy, ale brak wartości dodanej dla użytkowników, więc trudno się spodziewać sukcesu.

Niagaro.pl ma głównie udostępniać piosenki, a ich sprzedaż będzie działalnością dodatkową. Póki co w serwisie jest ich 2 miliony. W ciągu roku z Niagaro ma korzystać 750 tys. osób, z czego 20 tys. ma opłacać abonament.

Czy uda się to osiągnąć? To jest możliwe, ale trudno wierzyć, żeby serwis odniesie spektakularny sukces. Po pierwsze, Polacy niespecjalnie przejmują się ochroną praw autorskich i wolą się wymieniać plikami (choć ciągłe zaostrzanie kar za piractwo może to zmienić). Działają wprawdzie rentowne serwisu z muzyką, jak Muzodajnia, ale płaci mu zaledwie 120 tys. osób. Poza tym, nie korzystamy jeszcze masowo z kart kredytowych, co dodatkowo ogranicza korzystanie z tego typu usług. Jednak według założeń serwis ma być rentowny w 2012 r.

Nawet jeśli Niagara da sobie radę ekonomicznie, to raczej nie stanie się polskim odpowiednikiem Last.fm. Chociaż prace nad jej uruchomieniem trwały dwa lata, to nie rzuca na kolana. Poza tym, w porównaniu z Last.fm, ma bardzo ograniczone możliwości społecznościowe, nie daje wartości dodanej, więc raczej nie można się spodziewać, że użytkownicy porzucą bardziej znany serwis.

iTunes cieszy się w Stanach Zjednoczonych dużym powodzeniem, ale to była dokładnie przemyślana operacja wynikająca ze strategii wchodzenia na nowe rynki przez Apple. Jednak Polska to inne przyzwyczajenia internautów, Eurozet daleko ma do koncernu z Cupertino, a Niagaro nie rzuca na kolana. Zatem nie zawsze kopiowanie zagranicznych rozwiązań może okazać się sukcesem.

Tomasz Sikorski