marki z tradycją

marki z tradycją

Polacy mają wysokie zdanie o swoich gustach i upodobaniach kulinarnych. Zapytany przeciętny Polak opowie o tradycyjnych daniach i smaku z kuchni babuni. Skutkiem tego jest wysyp produktów nazywanych i prezentowanych „tradycyjnie”. Choć to chwytliwy zabieg marketingowy, nie zawsze jest on zgodny z prawem i interesem konsumentów.

W Krakowie, w Kamienicy „Szarej” na Rynku Głównym ruszył kolejny sklep z tradycyjnymi Produktami Benedyktyńskimi. To już 44 jednostka handlowa markowana przez tynieckich benedyktynów. W ofercie handlowej znajdują sie towary z kilkunastu linii produktowych. W sumie jest to już prawie 500 asortymentów oferowanych przez Jednostkę Gospodarczą Opactwa Benedyktynów. Wyroby produkowane według tradycyjnych przepisów mnichów z zakonu benedyktynów w Tyńcu mają zapewne wewnętrzne certyfikaty i dokumentację, która na wpadek kontroli może być udostępniona kontrolerom z MWIIH (regionalna inspekcja handlowa). Zakonnicy prowadzą swój biznes od roku 2006 i nie było dotychczas żadnych skarg ani na pochodzenie ani na oryginalność receptur. Wśród produktów benedyktyńskich znajdują się: konfitury, syropy, nektary, ciastka i cukierki, chleb, miody, sery i wędliny. Ponadto wszelkiego rodzaju dodatki: musztardy, majonezy, chrzany. A także unikalne specjały jak: grzyby marynowane i przetwory warzywne, wina, miody pitne, herbatki ziołowe i przyprawy. Słowem wszystko, co mnisi kiedyś na swój użytek produkowali, lub na co posiadali receptury produkcji.

Inaczej sprawa się ma w firmie działającej pod marką Krakowski Kredens, bowiem Inspekcja Handlowa krytykuje firmę za nazewnictwo produktów. Według inspektorów, pod marką Krakowski Kredens sprzedawane były wyroby, których nazwy sugerowały jakąś określoną recepturę. Recepturami przed inspektorami firma nie była w stanie się wykazać. Małopolski Wojewódzki Inspektor Inspekcji Handlowej wskazał na wiele nazw produktów, na przykład: „pasztet radcy dworu” czy „kiełbasa Księcia Sapiehy z Krasiczyna w chlebowym piecu pieczona”, na które firma nie miała receptur. Zabiegi marketingowe stosowane przez firmę, były pełnym udawaniem historii i tradycji firmy, oryginalności receptur. Wiele produktów jest produkowanych na zlecenie spółki przez lokalne firmy. Krakowski Kredens zajmuje się ich markowaniem i dystrybucją. Powstała w ten sposób nowa marka własna o wizerunku i etykiecie, która sugeruje, że produkt jest lepszy, inny, bardziej unikalny od tych które możemy kupić na zwykłych stoiskach od powszechnie znanych producentów. Nie jakość produktów a ich wizerunek miał głownie przekonywać nas do zakupów.

Przykładem działania tego mechanizmu mogą być testy smaku piwa przeprowadzone kiedyś na studentach. Gdy pili piwo w naczyniach markowanych, według studentów, napoje znacząco się między sobą różniły w smaku. Gdy pili bez oznakowania, były do siebie bardzo podobne. Tak wielka jest siła sugestii i efekt działań marketingowców.

Do Krakowskiego Kredensu Inspekcja Handlowa nie miała uwag ani nie wykazała żadnych uchybień jakościowych produktów. Zastrzeżenia wzbudziły jedynie nazwy niektórych. Firma po kontroli nie wycofała żadnych produktów ze sprzedaży. Jedynie, a może aż, zmieniono kwestionowane etykiety. Czy możemy już odetchnąć z ulgą i spokojnie delektować się prawdziwą szynką? Raczej nie, na rynku mamy kilkaset „marek” szynki. Każdy zakład mięsny próbuje wylansować marki swoich produktów, lecz w takiej masie nikomu się to zapewne nie uda. Wielu konsumentów skusi się na szynkę babuni, polędwicę teściowej czy kiełbasę jak za gierka. A większość z pięknie nazwanych produktów została w procesie produkcji poddana „obróbce uszlachetnienia”, dzięki której wzrosła ilość nastrzykniętego płynu do mięsa i rentowność dostawców. Na pewno nie jest to zgodne z tradycyjną recepturą babci ani księcia. Ale jak pięknie wygląda w koszyku z zakupami…

Jan Astner