Za rozwojem technologii zawsze podąża ludzka kreatywność, która zapewnia jej nowatorskie zastosowania. Jest mnóstwo usług sms-owych: chłopak może się dowiedzieć, czy dziewczyna go zdradza, można sprawdzić, kiedy przyjedzie najbliższy autobus, i można również się dowiedzieć, czy jakaś marka jest dobra czy zła.

W otchłani internetu znaleźliśmy stronę MMS-owego pogotowia brandingowego. Markowym ratownikiem jest Jacek Kall, teoretyk i praktyk marketingu (pracował m.in. dla Swarzędza).

Jak to działa? Otóż wybieramy sobie abonament (np. 3 porady przez 3 miesiące za 1200 zł), płacimy fakturę, a gdy mamy jakąś wątpliwość dotyczącą marki – wysyłamy sms-a. Niestety, odpowiedź nie przyjeżdża do nas na sygnale (bo tylko w dni robocze od 9 do 18), ale podobno jest krótka i konkretna. Podobno, bo jakoś nie mieliśmy śmiałości spróbować.

Usługodawca zastrzega, że dostajemy tylko jego opinie, a nie rozwiązania. Cóż… jeśli ktoś nie ma co robić z pieniędzmi, to proszę bardzo. 400 zł za sms-a to dość dużo, mając na uwadze, że w pytaniu nie zawrzemy zbyt wielu informacji, więc opinia będzie dość ograniczona. A jak wiadomo, w przypadku marek większość odpowiedzi zaczyna się od „to zależy…”, bo przecież różne ich wykorzystanie niesie ze sobą różne konsekwencje.

Takim usługom przez telefon bliżej jest do horoskopu od wróżki Semiry za 10 zł plus VAT niż do profesjonalnego doradztwa. Być może opinie Jacka Kalla będą dobre, ale czy na tyle wiarygodne, żeby można było na ich podstawie podejmować decyzje – to już każdy musi rozsądzić sam.

Tomasz Sikorski