National Oil Corporation z Libii interesuje się przejęciem brytyjskiego koncernu petrochemicznego. I wcale nie musi być tak, że jego podejrzana proweniencja w większym stopniu popsułaby nadwyrężoną kondycję BP i obniżyła wartość jej marki.

Wyspiarze nie mają łatwego roku. Nie dość, że na piłkarskich mistrzostwach zostali pogonieni przez Niemców, to jeszcze tonie BP, jeden z flagowych okrętów brytyjskiej gospodarki. I to tonie dosłownie. Najpierw eksplodowała i zatonęła platforma wiertnicza w Zatoce Meksykańskiej, powodując jednocześnie wielomiliardowe straty. I ona pociągnęła na dno firmę – w ciągu niecałych 3 miesięcy jej akcje staniały o połowę.

Taka obniżka nie mogła zostać niezauważona. Na BP z zainteresowaniem spojrzał narodowy koncern petrochemiczny z kraju pułkownika Kaddafiego, a jego szef ma namawiać również narodowy fundusz inwestycyjny na kupienie udziałów brytyjskiego giganta.

Można pomyśleć, że taka transakcja wpłynęłaby negatywnie na firmę, ale wcale tak nie musi być. Być może nawet uda się sprawić, że wartość marki przestanie spadać.

Po pierwsze, trudno sobie wyobrazić, żeby mogło być gorzej z BP. Po drugie, pochodzenie kraju właściciela (choć nie wiadomo, czy to miałoby być przejęcie, czy tylko zakup małego pakietu akcji; nie wiadomo także jakimi środkami dysponują Libijczycy) raczej nie wpłynie na wybory klientów. Kierowcy raczej nie interesują się, czyja jest stacja benzynowa, ważne, jakie ma ceny i jakość paliwa – na Łukoil nikt w Polsce nie patrzy z podejrzliwością.

Zły wizerunek może wpłynąć raczej na kontakty biznesowe i relacje z państwami, które udzielają koncesji na wydobycie. Te i tak nie są już najlepsze. Prezydent Miedwiediew wieszczy BP unicestwienie, amerykańscy kongresmeni narzekają na ignorancję kierownictwa firmy. Nowy właściciel mógłby wprowadzić niezbędne zmiany, zapewnić firmie dostęp do ropy (choćby własnej) i wspomóc w kontaktach z krajami, w których przydaje się wsparcie „polityczne” (Iran, Wenezuela, Kazachstan).

Rynki wcale nie zareagowały alergicznie na deklarację Libijczyków. Co więcej – kurs BP jednego dnia podniósł się o 4 proc. Być może taka transakcja pozwoliłaby firmie wyjść na prostą.

Tomasz Sikorski