Mazowsze chce sprzedać koleje, a z kolei rząd myśli o montowaniu konsorcjum do przejęcia BZ WBK. Skąd tak odmienne pomysły na to, co można robić z dobrze prosperującymi firmami?

Gigantyczna dziura w budżecie Mazowsza spowodowała, że to zaczęło szukać sposobów na jej sfinansowanie. Jednym z nich miałoby być sprzedanie Kolei Mazowieckich. Spółka należy do województwa, ale na tle innych przewoźników kolejowych prezentuje się naprawdę dobrze. Zarówno finansowo, jak i wizerunkowo. Marka został stworzona kilka lat temu, ale ma wielu klientów, którzy korzystają z jej usług codziennie. W mediach pojawiły się szacunki, że firma warta jest około miliard złotych.

Jednak na jej cenę mogą wpływać różne czynniki. Z jednej strony województwo ma mocny impuls do sprzedaży, bo nie ma zbyt wielu innych sposobów na sfinansowanie zadłużenia (obligacje raczej nie będą się cieszyć popularnością). Z drugiej strony, same KM mają duży potencjał (wciąż rozbudowująca się metropolia warszawska i jej miasta satelickie) i mogą być traktowane jako perspektywiczna inwestycja.

O tym, co stanie się z kolejami, koniec końców zadecyduje polityka. Władze województwa będą musiały się ratować i pewnie w ten sposób stracą spółkę, która w przyszłości może przynosić naprawdę duże zyski, gdyby tylko pomyślały o rozwijaniu jej jako marki.

Co ciekawe, z drugiej strony docierają do nas informacje, że rząd chce stworzyć konsorcjum, które przejmie BZ WBK. Bank jest łakomym kąskiem na polskim rynku i już ustawiła się po niego długa kolejka. Zainteresowane są podobno banki hiszpańskie, Societe Generale, w grę wchodzi również Pekao. Przejęcie banku przez państwowe instytucje finansowe wcale nie byłoby głupim pomysłem. Wprawdzie minister Grad chce wszystko prywatyzować, ale może jednak więcej korzyści przyniesie posiadanie BZ WBK. Bank przynosi prawie miliard złotych zysku, a to nie jest mała suma. Może wtedy pojawiłaby się szansa na zmianę jego nazwy. BZ WBK nie należy do tych najlepszych i nie wspiera biznesu. Nowa, lepsza marka, ale z tak zdolnymi managerami jak teraz, to jeszcze większe zyski. Może warto o tym pomyśleć?

Jarosław Filipek