Po tym jak sąd ogłosił upadłość Polmosu Szczecin wszyscy nagle zaczęli martwić się, co będzie ze Starką. Trochę zbyt późno, bo nieudolne zarządzanie zakładem, które doprowadziło do degeneracji zasłużonej marki, trwało od lat.

Kiedyś każdy Polmos mógł produkować wszystkie marki wódki, bo miał do tego prawa, infrastrukturę i odpowiednio przygotowaną załogę. Kiedy w 2000 r. resort skarbu porozdzielał marki między zakłady, szczecinianom przypadła Starka. W sumie, to sami tego chcieli, ale to znaczyło, że nie mogą produkować już „czystych” czy „żytnich”. Zamiast dostosować się do nowych warunków i zrestrukturyzować zakład, firma zaczęła wypuszczać na rynek nowe marki. Ta osobliwa strategia biznesowa doprowadziła do utopienia dużych pieniędzy, bo mało kto chciał kupować nowe produkty. Również niedoinwestowana Starka traciła na znaczeniu, bo Polmos sprzedawał nie po to, żeby budować markę, ale żeby w ogóle się utrzymać. Koniec końców, zadłużenie osiągnęło 40 mln złotych, a firma została postawiona w stan upadłości z likwidacją.

Pozostała marka, doskonałe piwnice, 500 tys. litrów spirytusu i nieruchomości. Faktycznie, smutno się robi, bo Starka, mimo wielowiekowej tradycji, wciąż ma potencjał. Wprawdzie ze względu na skalę produkcji pewnie nie stanie się ogólnoświatowym bestsellerem, ale można ją repozycjonować jako alkohol dla prawdziwych koneserów.

Nowy właściciel, jeśli uda mu się przejąć piwnice, beczki z alkoholem i znak towarowy, będzie musiał włożyć dużo wysiłku w wyprowadzenie Starki na prostą. Wódka zasługuje na miano naprawdę unikatowej, a jako produkt luksusowy – na odpowiednią cenę (dziś najtańsza kosztuje 40 zł.). To jednak wymaga zupełnie nowego pomysłu na budowanie marki.

Warto również popatrzeć na Starkę, jako na markę narodową. Za granicą mało kto odróżnia jedną wódkę czystą od drugiej, natomiast Starka ma wyjątkowe cechy, które pozwoliły zrobić z niej legendę promującą również Polskę.

Tomasz Sikorski