W warszawskim centrum handlowym LOT otworzył swoje biuro sprzedaży. Można sobie zadać jedno pytanie – po co?


To trzecia placówka w Warszawie, po hotelu Mariott i Sejmie. Można w niej nie tylko kupić bilet, ale również ubezpieczenie, wynająć samochód, zarezerwować hotel i kupić firmowe gadżety. Ale… przecież to wszystko da się zrobić przez internet. Trudno zrozumieć, skąd biorą się tak zachowawcze działania?

Powodem może być brak pomysłu na budowanie marki i dlatego LOT łapie się wszystkiego. Nie tak dawno na ulicach Warszawy można było spotkać ubranych w zielone kostiumy naganiaczy, którzy chodzili z reklamami przewoźnika. To nie tylko nie zachęca, ale wręcz odstrasza.

A może LOT ma problem ze swoim systemem e-commerce? Jeśli portal internetowy, w którym się zamawia bilety i inne usługi jest źle skonstruowany, to nic dziwnego, że klienci nie chcą z niego skorzystać. A może to większy problem, który dotyczy całej strategii biznesowej?

LOT chwali się, że pierwszego dnia sprzedał ponad 70 biletów i sporo plastikowych modeli. Wynik chyba całkiem dobry, ale trzeba wziąć pod uwagę, że liczba promocji (czyli łapówek dla klienta) sprawiła, że oferta mogła być atrakcyjna. A na co dzień raczej nie będzie, bo w cenę biletu trzeba będzie włączyć czynsz i serwis.

Jarosław Filipek