Nowy Sącz pokazał światu swoje nowe logo. I pewnie ten fakt nie przyciągnąłby uwagi całej Polski, gdyby nie osobliwe odczytanie jego symboliki, którego dokonało miejscowe duszpasterstwo akademickie.

Kolorowa dłoń z czarnym punktem w środku. Czy to może wzbudzać jakiekolwiek kontrowersje? Nikt się tego nie spodziewał, ale jednak może. Bo tak na zdrowy rozum, tłumaczenie symboliki logo proponowane przez jego tworców jest całkiem logiczne: kształt dłoni odpowiada zarysowi nowosądeckiej starówki z ratuszem, a kolory oznaczają wielokulturowość.

Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto dopatrzy się drugiego dna. Młodzież z katolickiej organizacji Strych wraz ze swoim duszpasterzem uznali, że nowy symbol miasta jest efektem działania połączonych sił piekła i różowej europeizacji spod znaku LGBT. I wyjaśniają: czarna kropka pośrodku dłoni to symbol oddania się szatanowi, a tęczowe barwy promują mniejszości seksualne. Chiromancja, okultyzm, satanizm i homoseksualizm zespolone w doskonałej formie i wzmocnione hasłem „Dobrze wróży”.

Trudno się spodziewać, żeby o taki efekt chodziło władzom miejskim, ale z drugiej strony – nie mają na co narzekać. O Nowym Sączu mówi się dużo i raczej nie są to niemiłe słowa. Dobrze, że w ogóle pomyśleli o mieście jako o marce i stworzyli dla niego identyfikację wizualną. I choć nikt nie bierze słów duszpasterstwa na poważnie, to mimo wszystko Nowy Sącz mógłby zacząć się promować jako gay-friendly – w końcu chodzi o wielokulturowość i otwartość. Nowosądecki magistrat powinien być wdzięczy kreatywnej młodzieży za wzbudzenie zainteresowania miastem.

Przy okazji warto się zastanowić, po co w ogóle miastom nowe symbole? Duchowy przewodnik duszpasterstwa o. Robert Wiącek sugeruje, że do promocji można używać miejskiego herbu ze Św. Małgorzatą. Odpowiadamy: ten pomysł nie zawsze jest dobry. Nietrudno się domyślić, jakie protesty wzbudziłoby sygnowanie symbolem ze świętą imprezy techno czy koncertu heavymetalowego (do tego nowe logo – według kreatywnej interpretacji – jak znalazł). Co powiedzieliby ludzie, gdyby ulotki z patronką miasta walały się po ziemi, albo lądowały w koszu? Nie mówiąc już o względach estetycznych – herbowi daleko do nowoczesności, otwartości i łatwej identyfikacji (jest średno czytelny). Krótko mówiąc, niespecjalnie nadaje się do promocji.

Tomasz Sikorski