Federalna Komisja Handlu uzgodniła z Dannon-em (amerykańską wersją koncernu Danone), że ten musi zapłacić 21 mln dolarów za wprowadzające w błąd reklamy. Ale firma zapowiada, że nie zamierza rezygnować z edukowania społeczeństwa o dobroczynnym wpływie probiotyków na zdrowie ludzi.

Większość z nas kojarzy pewnie emitowane, również w polskiej telewizji, reklamy: szczęśliwe kulki poruszające się po układzie trawiennym albo wzmacniające ludzi od środka, przez co ci mogą się cieszyć życiem, nie straszna im zła pogoda, ani problemy gastryczne. Amerykańskie niewiele się od nich różnią, ale tamtejsza Federalna Komisja Handlu stwierdziła, że nie ma podstaw, aby twierdzić, że tak w rzeczywistości jest. Dannon w reklamach i na opakowaniach utrzymywał, że są na to dowody naukowe. FTC powiedziała – sprawdzam, Dannon – dogadajmy się jakoś. W efekcie, koncern zapłaci 21 mln za koszty dochodzenia i zadeklarował, że nie będzie twierdził, że jego produkty pozwalają uniknąć kataru i przeziębienia oraz nieprawidłowości układu trawiennego. Chyba że uzyska na to to wiarygodne dowody pochodzące z przynajmniej dwóch renomowanych ośrodków badawczych.

Jakie to będzie miało znaczenie dla klientów? Może mieć. Activia zbudowała w Stanach swoją popularność dzięki reklamom, zwłaszcza z Jamie Lee Curtis, a probiotyki są w tym kraju jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku spożywczego. Jeśli zabraknie argumentu o wpływie na zdrowie, konsumenci mogą zacząć rozglądać się za innymi markami.

Tomasz Sikorski