Karnawał w Wenecji. Foto: Jarosław Filipek

Karnawał w Wenecji. Festyny Europy. Foto: Jan Astner

Strategia nazewnictwa firm, usług i produktów ma daleko idące konsekwencje. Z jednej strony nazwy można chronić prawnie, jako znaki słowne, z drugiej naruszanie przepisów może skutkować odebraniem praw do używania domeny internetowej (praw własności do domeny nie da się nabyć). Przepisy mówiące o znakach towarowych mówią, że nie wolno Urzędowi Patentowemu rejestrować znaków naruszających prawa osób trzecich. Czyli jeżeli jesteśmy twórcą dzieła i zostało ono zgłoszone do Urzędu Patentowego bez naszej zgody i przeniesienia autorskich praw majątkowych, a musi się to odbyć w firmie pisemnej, możemy ubiegać się o anulowanie takiego zgłoszenia. Projekt nazwy poza kreacją to przede wszystkim nabycie praw i gwarancji bezproblemowego stosowania marki. W tym także do domeny internetowej

Dwa przykłady wyjaśnią, że sprawa ochrony praw nie jest ani prosta ani łatwa i lepiej cały proces prowadzić ze specjalistami. W procesie kreacji i wyboru nazwy trzeba przewidzieć wiele różnych ograniczeń. Przykłady nie są świeże, ale warto je przytoczyć aby pokazać skrajne decyzje sądu.

Sąd Polubowny do spraw Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji uznał, że słowo „rama” nie kojarzy sie wyłącznie (lub wcale) z margaryną i oddalił powództwo koncernu Unilever, który chciał odebrać prawa do dysponowania domeną rama.pl. Marka margaryny „rama” produkowana jest od 1924 roku. Właściciel marki nigdy jednak takiej nazwy nie zarejestrował. Gdy pracownicy marketingu zorientowali się, że domena rama.pl już jest zajęta, pozwali dysponującą domeną do sądu. Eksperci Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji uznali jednak, iż słowo „rama” ma przynajmniej kilka innych znaczeń. Rama do roweru, off-road’owe auta zbudowane są na ramie, rama do dużego obrazu itd. Sąd polubowny na tej podstawie uznał, że intencje zgłoszenia domeny były uczciwe. Na tej podstawie powództwo oddalił. Tak często bywa i bywać będzie z nazwami generycznymi. Wydaje nam się, że są łatwe do zapamiętania, powtórzenia i pozycjonowania w internecie. Słabą ich stroną jest fakt, że są tak ciekawe bo mają kilka znaczeń. Na przykład „orange”. To i słoneczny kolor i soczysty owoc.

Inaczej jest z nazwami będącymi neologizmiami. Po pierwsze taka nazwa może podlegać ochronie praw autorskich, jeżeli posiada cechy dzieła, to znaczy jest zupełnie nowa, nie istnieje w żadnym powszechny języku, ma cechy wyróżniające i najlepiej jak powstała w procesie, którego przebieg możemy udokumentować.

Jeżeli jednak domeny kojarzą się jednoznacznie z konkretnymi markami, o indywidualnej i wyjątkowej marce, sądy nie mają wątpliwości. Lumix i Toughbook to marki firmy Lumix i Panasonic. Pewien sklep internetowy z elektroniką zarejestrował je w 2005 i od tego czasu sprzedawał pod nimi sprzęt. Podczas rozprawy prezes sądu polubownego, wyjaśnił że mimo że właściciel zarejestrowanych znaków towarowych spóźnił się tu z rejestracją, to domeny zarejestrowano w złej woli na rzecz hurtowni. Warto tu nadmienić, że dostęp do bazy znaków towarowych Urzędu Patentowego jest otwarty, każdy może, wręcz powinien sprawdzić czy nie narusza praw innego przedsiębiorcy. Wykorzystywanie znaków towarowych do działalności konkurencyjnej nie powinno być tolerowane, dlatego nakazano oddanie domeny właścicielowi znaku towarowego.

Liczba domen co roku rośnie. Liczba znaków towarowych także. Czyli ubywa wolnych, atrakcyjnych nazw. Ceny projektów idą w górę, w USA za projekt nazwy międzynarodowej trzeba płacić już setki tysięcy dolarów. Czy warto? O tym przekonują się ci, którzy nie maja prawa dochodzić swoich praw bo ich odpowiednio nie zabezpieczyli.

Jan Astner