Jak się okazuje, olimpiada w Rio de Janeiro będzie obrandowana kolorowym symbolem, co do którego można mieć wątpliwości, czy nie jest plagiatem. To zaskakujące, bo w przypadku tego typu wydarzeń własność intelektualna jest najważniejszą wartością.

Nie lada zadanie mieli przed sobą sędziowie komitetu, który wybierał oficjalny symbol letnich igrzysk olimpijskich, które odbędą się w 2016 r. w Brazylii. Jurorzy musieli przejrzeć prace aż 139 agencji, zanim wybrali upragnione logo. Przygotowane przez miejscową firmę Tatil przedstawia trójkę trzymających się za ręce różnokolorowych postaci. Sędziowie chyba byli z siebie bardzo zadowoleni, bo udało im się znaleźć pracę, która „obrazuje cztery olimpijskie filary: porywającą energię; pasję i przemianę; ducha olimpijskiego oraz radosną naturę”.

Szokiem musiały być pojawiające się w tym miesiącu oskarżenia, że logo jest plagiatem. I rzeczywiście, wygląda, jakby było żywcem zdarte z znaku Telluride Foundation z Kolorado. Szefowie Tatil bronią się, argumentując, że symbole radykalnie się równią, ponieważ jest bardziej trójwymiarowy.

Marketingowo może i dałoby się obronić taką tezę (inspiracji można szukać w kształcie Głowy Cukru), ale rzecznik raczej miałby w tym przypadku pole do popisu. Poza tym, nie czarujmy się, temat wirujących w tańcu ludzi, którzy trzymają się za ręce, nie jest w kulturze specjalnie nowy.

I właśnie najbardziej zastanawia fakt, dlaczego wybrano tak dyskusyjne logo. Własność intelektualna jest przecież jednym z najważniejszych wartości, jakie mają organizatorzy masowych imprez sportowych. Warto więc żeby zadbali, aby wszystko było z nią w porządku.

Z drugiej strony, zbytnia oryginalność nie zawsze jest warta docenienia. Wystarczy przypomnieć sobie siermiężne maskotki Euro2012 z idiotycznymi imionami, które nijak nie przystają do polskiego czy ukraińskiego charakteru. Tak więc kreatywność musi mieć umiar.