Niemiecka technologia stawiająca na bezpieczeństwo i hiszpański temperament. Połączenie tych dwóch wartości w jednej marce, podkreślone w dobrze nam znanej reklamie telewizyjnej Seat – autoemoción, okazało się nieskuteczne. Seat może wkrótce zniknąć z rynku motoryzacyjnego, ponieważ szefowie koncernu niemieckiego są coraz bardziej zaniepokojeni kondycją hiszpańskiego producenta.

Obserwując samochody tej marki z zewnątrz oraz przyglądając się różnym działaniom promocyjnym (pamiętamy, że podczas wiosennego salonu motoryzacyjnego w Genewie Seat zaprezentował swój nowy model Ibiza ST) czy marketingowym (otwarcie nowych salonów), odnosi się wrażenie, że marka Seat ma się dobrze. Jednak statystyki nie pokazują już tak optymistycznego scenariusza. Sprzedaż Seata spada z roku na rok. Także ostatni plan naprawczy nie dał oczekiwanych rezultatów. W 2009 roku Seat sprzedał o 8,5 proc. mniej samochodów niż w roku poprzednim. Z kolei w pierwszym kwartale tego roku w firmie odnotowano straty w wysokości 138 mln dolarów.

Z pewnością duży wpływ na problemy hiszpańskiej marki ma stan gospodarki narodowej przeżywającej kryzys, podobnie jak gospodarki większości innych krajów Europy Południowej. Jednak Niemcy nie zamierzają czekać na cud. Chcą wprowadzić kolejny, tym razem pięcioletni plan naprawczy, który zakłada m.in.: poszerzanie rynków zbytu (wyjście poza Europę), zwiększenie rentowności fabryki w okolicach Barcelony, itp. Jeśli nowa strategia nie poskutkuje, marce grozi upadek.

Rodzi się pytanie, czy warto utrzymywać (inwestować w) markę przynoszącą straty. W końcu koncern Volkswagen ma również „pod swoim skrzydłem” ekonomiczną Skodę, która cieszy się powszechnym uznaniem wśród klientów. Świadczy o tym zainteresowanie kierowców każdym z modeli i pozycja lidera na polskim rynku motoryzacyjnym. W takiej sytuacji chyba lepiej skoncentrować się na czymś, co przynosi korzyści w szerszej perspektywie niż brać udział w batalii, która może okazać się walką z wiatrakami?

Monika Skarżyńska