Ford zrobił porządek wśród swoich marek i teraz może zwiększać przychody. To kolejny dowód na to, w jaki sposób architektura porfolio przekłada się na efektywność sprzedaży.

Kryzys mocno dał się we znaki branży motoryzacyjnej na całym świecie. Firmy zwalniały pracowników, wprowadzały drastyczne programy oszczędnościowe albo prosiły rządy o ratunek. Nie inaczej było w Stanach Zjednoczonych. General Motors i Chrysler uniknęły bankructwa tylko dzięki federalnej zapomodze, jedynie Ford sam wziął na siebie ciężar przejścia przez trudne czasy. I jak się teraz okazuje, opłaciło się.

Przez lata koncern z Dearborn w stanie Michigan, w efekcie fuzji i przejęć, zbudował szerokie portolio marek, w którym znalazły: Ford, Lincoln, Jaguar, Aston Martin, Volvo, Land Rover, Mercury. Szefowie firmy zorientowali się, że to dużo za dużo, i zaczęli się pozbywać tych, które nie pasowały do nowych, trudnych czasów. Ford zostawił swoją markę dla samochodów masowych oraz Lincolna dla klasy wyższej. Bez zbędnych dodatków. W ten sposób mógł przeznaczyć więcej środków na promocję i rozwój tych marek, a za tym poszło zwiększenie sprzedaży.

Według najnowszych danych w 2010 r. Ford sprzedał na swoim rynku 1,9 mln samochodów, co stanowi wzrost o 19 proc. I zakłada, że w 2011 r. będzie mógł sprzedawać jeszcze więcej.

Ciekawe ile z polskich firm byłoby w stanie zdecydować się na restrukturyzację portfolio i „wycięcie” części marek? Wydaje się, że zbyt wiele z nich bardziej cieszy się z wielkości sprzedaży niż z efektywności. A taki biznes wcale nie jest bezpieczny.

Tomasz Sikorski