Z narodowej taniej linii lotniczej został sam znak towarowy, w dodatku wart tyle, co nic. Teraz wystawiono go na sprzedaż. Ciekawe do czego wykorzysta go nowy właściciel?

Trochę ponad 25 tys. złotych – od takiej kwoty rozpocznie się licytacja praw do znaku towarowego Centralwings. Cena podobno została wyznaczona przez rzeczoznawcę.

25 tys. to śmieszne pieniądze, ale w sumie nie ma się co dziwić. Centralwings było od początku zarzynane koncertowo, ponosiło straty, funkcjonowało bez żadnego sensownego pomysłu. Założenie, że kilka samolotów z leasingu i tłumy rodaków lecących do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia wystarczą do sukcesu, to zwyczajna naiwność. A na to nakłada się rywalizacja ze spółką-matką, czyli LOT-em.

Rozpoznawalność w żaden sposób nie uchronił tej marki przed upadkiem. Centralwings na początku się trochę polansował, ale produkt nie dorastał do publicity. A to najkrótsza droga do spektakularnej klapy.

Został znak towarowy (podobny przypadek jak Pan Am). Jest rozpoznawalny, ileś zbłąkanych ludzi wpiszę nazwę w wyszukiwarce internetowej, i to w zasadzie jego jedyna wartość. Gdyby pod tą marką miała wystartować na nowo linia lotnicza, to koszt promocji, którą i tak trzeba by zrobić, musiałby być powiększony jeszcze o PR na odkręcanie skojarzeń ze starym Centralwings’em. Ale gdyby nowy właściciel chciałby uruchomić linię cargo, to byłoby prostsze.

Tomasz Sikorski