Ostatni raport o najdroższych markach przygotowany przez Interbrand potwierdza, że własność intelektualna jest jednym z najlepszych sposobów na budowanie wartości.

Pierwsze trzy miejsca na liście pozostały bez zmian w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zajmują je kolejno McDonald’s, IBM oraz Microsoft. Ale ciekawsze wydają się nie te marki, które są najwięcej warte, ale te najszybciej rosnące.
W tym zestawieniu zwycięzcą jest Apple, który „urósł” o 37 proc. Jego sukces polega na zbudowaniu zamkniętego świata. Są w nim dobrze zidentyfikowani klienci, którzy otrzymują fajne produkty, z prosty wzornictwem i niezłą funkcjonalnością. Gdy kupują odtwarzacz plików muzycznych, od razu dostają sklep, w którym mogą kupić muzykę. Na tym polega koncept biznesowy Apple. Unikalna oferta została stworzona przy wykorzystaniu strategicznie zarządzanej własności intelektualnej. A na to nakłada się jasna, konsekwentna polityka wizerunkowa. Dzięki temu to jedna z najbardziej pożądanych marek na świecie. A czasem wręcz przedmiot kultu.

Apple

Apple

Równie dobry jest Google, z 36-procentowym wzrostem. Firma bez wątpienia należy do najbardziej innowacyjnych firm na świecie. Chociaż jest praktycznie monopolistą na rynku reklamy internetowej, wciąż poszukuje obszarów, w których mógłby zaistnieć. Ostatnio z powodzeniem rozwija się na rynku technik mobilnych – ogromnym powodzeniem cieszy się jego system operacyjny Android, firma wypuściła również smartfona Nexus.

Znaczenie własności intelektualnej jest widoczne w obu przypadkach. Świadczyć o niej mogą wysokie wartości wskaźnika cena/wartość księgowa – w przypadku Apple to aż 5,83, Google ma 3,85. W tym drugim przypadku jest jeszcze jedna ciekawostka – wartość marki wycenionej przez Interbrand jest większa niż wartość księgowa firmy (43,6 mld dol. wobec 40,6 mld).

A największy przegrany? To Harley-Davidson, którego marka w ciągu roku straciła 24 proc. wartości. Widocznie w czasach kryzysu zakup, jakby nie patrzeć drogiego Harleya stał się mniej niezbędny niż normalnie. A być może ludzie znaleźli sobie nowe rozrywki i nowe, tańsze formy spędzania czasu – jak Facebook. Zwłaszcza że harleyowy charakter firmy trochę się rozwodnił po tym, jak prezes przyznał, że na motorze nie jeździ (choć w końcu się przemógł i pojechał na tradycyjny rajd do Sturgis).

Jarosław Filipek